|
|
Snowtropolis 06
Do Steftenberg'u jechałem z pewnymi obawami. Zeszłoroczny wypad był przyjemny ale dla mnie jazda w hali była raczej przygnębiająca. Skocznia w zaszłym roku nie nadawała się do niczego a raile to nie moja działka. Jednak w tym roku było zupełnie inaczej, a to z powodu campu który został zorganizowany w Snowtropolis. Tak więc wyruszyliśmy z Kato razem z Brelokiem Nissanem Micra model numer jeden na alufelgach do Wrocławia gdzie nastąpiło przegrupowanie. Spotkaliśmy całą grupe Doktora Pedra m.in naszego super fotografa Golesia którego fotki znajdziecie niżej. Właściwie to cały wypad był możliwy dzięki zdolnością organizacyjnym i znajomościom Pedra właśnie. Szybki objad w Makusiu ( paskuda feeeeee , maki powinny zostać zakazana swoją drogą) zmiana auta i ruszamy do Hali. Z wrocławia jest to jakieś 3 godziny jazdy. Po drodzę opróżniamy pierwszą z 3 butelek cytrynówki. Po przyjeździe lecimy zobaczyć co czeka na nas w hali. A w tym roku nie można było narzekać! Super wyszejpowana skocznia ( ok 9 m płaskiego) plus do wyboru , do koloru raili i boksów. W sobote odbyły się zawody gdzie po raz kolejni nasi reprezentanci zostali wykiwani i zajeli 4 ( Brelocki mezo) i 5 (Gniazdor romantic) miejsca. Ja nauczony przykładem z Livigno olałem zawody i wbiłem się na skocznie dla zabawy. Jednak najciekawsze rzeczy działy się wieczorem. Pierwszego Zamaj z Golesiem wlali w siebie całą cytrynówkę zawaną również Hexówką więc śmiechów była co niemiara. Jednak do historii przejdzie wieczór nr 2. Vódko noga na ps2 była niszcząca nawet dla zwycięscy Donia nie wspominając o Breloku ( 4 bramki stracone ) i Filipie który nie dotarł już na impreze tylko poległ w nie zidentyfikowanym namiocie. Ale to był dopiero początek. Ja też dotarłem na impreze z małym opóżnieniem spowodowanym vódko nogą za to Zamaj i Fatty nie próżnowali. Ku zdumieniu Niemców zamienili parkiet w pogotekę i bez koszulek skakali jak dzikusy. Chcąc im dorównać w głupich pomysłach na prędce wymyśliłem nową , nie tanią zresztą zabawę zwaną Whisky Sppplashhhh. Nie powiem o co chodziło ale w każdym razie po tym wybryku Niemcy chyba już zupełnie oszaleli. Impreza skończyła się mega późno i w niedziele już do Hali nie zawitałem. Za to z ogromnym bólem głowy grałem w tenisa i golfa z Brelokiem. Podsumowując - wyjazd był mega udany, wręcz mistrzowski. Dwa dni na śniegu w sierpniu to jest coś.A jeszcze jeśli dookoła są sami ziomkowie to wtedy jest już mega fajnie. Wielkie elo dla Zamaja, Fattyego,Breloka, Gniazda i Pedra ! Do zobaczenia w przyszłym roku!
Foto by Goleś ( www.fikcja.pl)
|